Celebryci w filmach
Świat show biznesu, branży rozrywkowej i kina wydają się być obecnie synonimami. Kino dawno przestało być motorem napędowym rozwoju kultury czy jednostki. Obecnie coraz częściej dla producentów zamiast treści i przekazu, liczy się ilość zer w rubryce „box office”. Dobra, ale nie oszukujmy się, bo nie tylko współcześnie na kinie chciano zarabiać. Jednak nigdy nie wykorzystywano do tego tak silnie i tak bezmyślnie trendu który teraz panuje i ani myśli zwalniać. Trendu na zatrudnianie znanych z innych niż aktorstwo branż celebrytów i pakowanie ich do filmów, często w rolach głównych. Właśnie temu zjawisku, jego początkom, genezie i przyczynach będę chciał się skupić w tym artykule. Jednakże zanim przejdziemy do konkretnych przykładów, spójrzmy jak sprawa z celebrytami w kinie wyglądała jeszcze parędziesiąt lat temu, kiedy to zjawisko mimo iż było już obecne, nie niosło za sobą takich kontrowersji jak teraz.

Już w latach 50-tych znany wszystkim piosenkarz próbował swoich sił w aktorstwie. Jak się później okazało, radził sobie tak dobrze, że jego filmografia liczy aż kilkadziesiąt pozycji, a obok licznych nagród Grammy mógł postawić złotego rycerzyka z napisem Oscar.



O kim mowa? Chodzi o nikogo innego jak Franka Sinatrę. Znany z przebojów „My Way”, „Strangers in the night” czy „Come fly witch me” piosenkarz i ikona swoich czasów był również wziętym aktorem i mało kto wie, ale oryginał hitu z Pittem, Cooneyem i Julią Roberts o tytule „Ocean Eleven” jest w rzeczywistości remakem filmu o tym samym tytule z roku 1960, w którym jedną z głównych ról zagrał właśnie Sinatra.

Skoro aktor został prezydentem, to czemu piosenkarz nie może być aktorem?

W latach 80 kiedy były aktor Ronald Reagan na dobre rozgościł się już w Białym Domu, trend przenikania się branż rozrywkowych nabierał na sile, a oto kilka przykładów:

TINA TURNER – MAD MAX: POD KOPUŁĄ GROMU (1985)



Tina Turner jest jednym z pierwszych przykładów nieudanych transferów z świata muzyki na ekrany które przychodzą mi do głowy. Groteskowy wygląd, przeszarżowana gra, komiczne aktorstwo – te epitety najtrafniej opiszą występ tej niewątpliwe utalentowanej piosenkarki, w (co też ciężko ukrywać) najsłabszym z Mad Max’ów. Muzyczna diva wystąpiła również w kilku innych produkcjach, ale i tam nie błysnęła talentem na tyle, aby uwierzyć w jej zdolności aktorskie. Muzyka – tak, kino – zdecydowanie nie.

DAVID BOWIE – LABIRYNT (1986)



David Bowie choć znany jest szerszej publiczności jako autor piosenki „Let’s Dance”, był również utalentowanym aktorem. Tutaj mamy przykład mierzenia siły nad zamiary, bo Bowie umiejętnie dobierał swoje kolejne filmy, biorąc się tylko za te, do których z racji na swoją charyzmę i specyficzną aparycję, najnormalniej w świecie pasował.

Współcześnie niestety o pozytywne przykłady coraz trudniej, a producenci prześcigają się w zatrudnianiu gwiazdek pop kultury i ogrzewaniu w świetle ich sławy swoich i tak miernych produkcji.

Podałem tylko dwa przykłady wykorzystywania celebrytów w filmach jeszcze kilkanaście lat temu. W rzeczywistości było ich dużo więcej: Presley, Jagger, Dean Martin – oni wszyscy występowali z większym lub mniejszym sukcesem w produkcjach kinowych. Obecnie jednak trend ten nabiera na sile i ma zupełnie inny wymiar. Przypomina raczej kaprys, albo jednorazowy chwyt marketingowy, a nie drugą profesje jaką stało się aktorstwo dla wyżej wymienionych. Oczywiście, jest Ice Cube, Jennifer Lopez albo Madonna o których można powiedzieć to samo, ale nie na nich będę chciał się skupić. Swoją uwagę poświęcę klasycznym przykładom współczesnego kierunku, w którym takie przenikanie się światów branży rozrywkowej przynosi średnie, słabe, bądź co najczęściej – katastrofalne efekty dla kinematografii i dla umysłów podatnych na to zjawisko widzów. Dlaczego filmowcy zaczęli tak masowo wykorzystywać celebrytów w filmie i jakie są tego przyczyny? O tym powiemy za chwile, a na razie trochę popsioczmy. Oto małe zestawienie najgłupszych i najbardziej bezmyślnych przykładów filmów (jak pozwoliłem sobie je nazwać) „celebryckich”:

RIHANNA – BATTLESHIP: BITWA O ZIEMIE (2012)



Obecność znanej ze stacji radiowych na całym świecie gwiazdy muzyki pop w filmie s-f o inwazji kosmitów, to klasyczny przykład tego, że pewne osoby po prostu za aktorstwo nie powinni się brać. Sorry, ale nie kupuję tego.

PARIS HILTON – DOM WOSKOWYCH CIAŁ (2005)



Za tą Panią ogólnie nie przepadam. Jednak to, że ktokolwiek chce ją zatrudniać w swoich filmach
zakrawa o jakiś absurd i chyba ma coś wspólnego z rentownym biznesem rodziców. Innego wytłumaczenia nie widzę. Póki Hilton gra samą siebie jak np. w „Bling Ring”, to jeszcze jestem w stanie to zdzierżyć, ale w rolach aktorskich… y-y. Odnośnie występu w filmie „Dom woskowych ciał” przeczytałem na jednym z forów dyskusję, która najtrafniej opisze mój punkt widzenia:

- „Nie była to rola wymagająca, aktorką nie jest za dobrą, ale spisała się. Miała być sexy blondyną zabijaną przez psychola i jej wyszło. Nie wiem czemu ludzie najeżdżają(…)”

- „Dobrze to ująłeś, nie można od niej więcej wymagać.”

JUSTIN BIEBER – ZOOLANDER 2 (2016)



Tutaj mamy nico inny przykład. Do Biebera nie można mieć większych pretensji za aktorstwo bo… za dużo się w nowym „Zoolanderze” nie nagrał. Pokazuje to jak perfidnie wykorzystano wizerunek i popularność kontrowersyjnego artysty tylko po to, aby po prostu pokazać go w zwiastunie i liczyć dochody od zakochanych Bieliebers, którzy zapewne tłumnie odwiedzą kinowe sale.

KIM KARASHIAN – ZAKAZANE PRAGNIENIA (2013)



Film do najgorszych nie należy, ale zdecydowanie mógłby obejść się bez Kardashian. Znana celebrytka chyba nie może zdecydować się kim chce być - aktorką, modelką, czy po prostu żoną Kanye Westa. Klasyczny przykład kaprysu gwiazdy.

Nie zawsze jednak jest tak źle. Od czasu do czasu zdarza się ktoś, u kogo próbka aktorskich umiejętności jest na tyle wystarczająca, aby nie mówić o nich tylko jako celebrytach na ekranie.

LADY GAGA – AMERICAN HORROR STORY HOTEL (2015)



Najnowszy sezon „American Horror Story” jest skandalicznie słaby, ale i tak przyniósł piosenkarce Złotego Globa za rolę w serialu limitowanym (kiepska nazwa kategorii). Autorka hitu "Poker face" zaliczyła wcześniej mały epizod w najnowszym "Sin City" i również tam nie wypadała najgorzej. Jej gra, mimo iż specyficzna jak i ona sama, nie woła o pomstę do nieba. Są dla niej nadzieje. O niej z pewnością nie możemy mówić już tylko jako piosenkarce.

JUSTIN TIMBERLAKE - THE SOCIAL NETWORK (2010), CO JEST GRANE DAVIS? (2013)



Jeśli ktoś gra u Finchera i braci Coen nie może być tylko celebrytą. Justin Timberlake przed kamerą czuję się jak ryba w wodzie, a jego rola w "Social Network" była naprawdę imponująca. Poza tym, Justina możemy ostatnio częściej zobaczyć jako aktora, niż jako piosenkarza.

Dlaczego producenci i twórcy filmów zatrudniają celebrytów? Czy naprawdę wierzą w ich talent, czy może chodzi tylko o pieniądze? Czy są jakieś plusy takiego zjawiska?

Znane powiedzenie mówi że jak nie wiadomo o co chodzi, to pewnie chodzi o kasę. Tutaj wydaje się to sprawdzać, bowiem czasami ciężko znaleźć inne merytoryczne wytłumaczenie na obecność niektórych nazwisk na okładkach filmowych. Czy taka Hilton i Rihanna w normalnym castingu dostałaby rolę? Śmiem wątpić. Producenci masowo zatrudniają piosenkarzy, sportowców, prezenterów, ubierają ich w aktorskie szaty i dają role do zagrania, a robią to tylko po to, aby wykorzystać zasoby jakie niesie za sobą ich obecność na planie filmowym. O jakie zasoby chodzi? Otóż o Nas, ich fanów - miłośników muzyki, kibiców sportowych, czy telemaniaków zapatrzonych w teleturnieje. Zastanówcie się sami i szczerze odpowiedzcie na zadane pytania. Jesteś fanem piłki nożnej, tak? Jeśli zobaczyłbyś film z Robertem Lewandowskim w roli głównej nie poszedłbyś z czystej ciekawości zobaczyć? Odpowiedź wydaje się jasna. Oczywiście nie jest tak zawsze, ale w przeważającej większości fani w ciemno maszerują do kin mając z tyłu głowy świadomość, że film prawdopodobnie nie będzie należał do wybitnych. Zdarza się czasem, że obecność w filmie celebryty jest tylko i wyłącznie winą samego celebryty. Ma taki kaprys, przerost formy nad treścią, chce być jeszcze sławniejszy - bywa i tak. Jednak to do twórców filmu należy ostatnie słowo i jeśli zgodzili się na taki tani chwyt marketingowy - są współwinni. Pojedyncze przykłady kiedy faktycznie takie zabiegi przyniosły efekt, a ludzie z innych branż odkrywali w sobie aktorskie talenty, to jedynie łyżka miodu w beczce dziegciu. Prawda jest taka, że karmi się nas widzów co roku kiepskimi filmami, których produkcja i fabuła opiera się tylko na obecności znanego celebryty. W takim zachowaniu nie może być nic dobrego. Ile na świecie jest niespełnionych aktorów i aktorek, po szkołach, utalentowanych, młodych, pełnych zapału... nie lepiej wykorzystać ich? Wykreowanie gwiazdy kina może być o wiele bardziej opłacalne niż wykorzystywanie zaplecza fanów i wydojenia ich portfeli w zamian za 5 minutową obecność Justina Biebera w filmie. Dlatego zastanówmy się przez chwilę zanim następnym razem wybierzemy się do kina na film tylko dlatego, że na jego okładce widnieje nazwisko naszego idola.

Autor: Konrad Zdziechowicz

Liczba wyświetleń: 4111
Data dodania: 6.05


Copyright © 2014-2015 || Jaki FIlm Obejrzeć || Dowiedz się jak katalogujemy filmy || O mnie